colour style colour style colour style colour style

Legenda o krzyżu

Legenda o krzyżu

 

Na zachód od wsi Marcinowa Wola, gdzie piękna, urbanistyczna, asfaltowa droga przechodzi w tradycyjną, zasłużona żwirówkę, stoi krzyż. Otoczony ze wszech stron lipami. Niezapomnianym przeżyciem jest spacer tą lipową aleją latem, gdy woń pachnących kwiatów unosi się w powietrzu a odgłos pracujących pszczół relaksuje. To właśnie tutaj, gdzie droga się rozwidla, stoi krzyż. Taki zwyczajny, niepozorny krzyż przydrożny. Większość mieszkańców nie zwraca już na niego uwagi, a i przypadkowi przechodnie mijają go bez emocji. Tylko czasem jakaś babcia przystanie na krótkiej modlitwie. Młodsi mieszkańcy wioski umawiają się przy nim, gdy wybierają się na przejażdżkę rowerową albo do lasu. Ale nie zawsze tak było...

Jeszcze kilka lat temu nie było tu krzyża, zamiast niego rozwidlenia dróg strzegł kamień polny, wysoki i dość pokaźny, w kształcie zgarbionej staruszki. To przy nim umawiali się młodzi na tajemne wypady, to ten kamień był miejscem charakterystycznym i rozpoznawalnym przez wszystkich mieszkańców Marcinowej Woli. Jednak zawsze budził jakiś nieokreślony niepokój. Stał taki samotny, mimo deszczu, słońca, śniegu, jak strażnik – ciągle na służbie. Intrygował mnie, dlatego też, gdy przypadkiem usłyszałam jego historię, z zainteresowaniem jej wysłuchałam.

To było kilkadziesiąt lat temu, kiedy nasze matki były jeszcze małymi dziećmi, a dziadowie pracowali w polu używając koni i własnych rąk. Każdego lata, gdy lipy przekwitały, a zboże stawało się złote, całe rodziny ruszały w  pole, aby rozpocząć żniwa. Był to czas ukoronowania całorocznej pracy. Na polu spędzało się całe dnie, a rytm pracy wyznaczało słońce, które wschodząc i zachodząc dawało znak do pracy lub odpoczynku. To właśnie wtedy ożywała legenda...

Rolnicy przechodząc obok kamienia spoglądali na niego ze strachem, milkły rozmowy, nikt nie odważył się zatrzymać. Szeptano tylko między sobą, że w tym miejscu straszy, a  kamień jest nawiedzony. Mówiono, że to miejsce odwiedza duch babki Krupy. Kobiety, która mieszkała na końcu wsi, a jej pole rozciągało się w pobliżu kamienia. Po jej śmierci mieszkańcy byli przekonani, że odwiedza swoje włości i przechadza się w okolicy kamienia. Niechlubnej sławy temu miejscu dodało pewne zdarzenie. Pewnego jesiennego  popołudnia, po męczącym dniu spędzonym na polu, u podnóża kamienia przysiadł młody mieszkaniec wsi. Chciał chwilę odpocząć, ale nie było mu to dane – zasłabł. Siostra, która mu towarzyszyła pobiegła do wsi po pomoc. Gdy wróciła, brat już nie żył... Po jakimś czasie okazało się, że chorował na serce od urodzenia i to było przyczyną jego śmierci. Strach jednak pozostał i żadne racjonalne tłumaczenie nie mogło tego zmienić. Wokół kamienia unosiła się aura tajemniczości i lęku. Co odważniejsi młodzi mieszkańcy wsi nie ulegali tak łatwo zabobonom i próbowali przełamać strach, spotykając się wokół kamienia i oglądając gwiazdy. Snuli przy tym marzenia dotyczące przyszłości. Odczarowywali w ten sposób tajemnicze miejsce. Powszechnie przecież wiadomo, że młodych ludzi fascynuje tajemnica, to co niewyjaśnione, nic sobie nie robią z ostrzeżeń dorosłych.

Jednak tak naprawdę opowieści o duchach i złych mocach zakończyło postawienie na kamieniu krzyża. Kobietą, która podjęła się tej inicjatywy, była „Felkowa” - pani Nowicka, która mieszkała na kolonii Marcinowej Woli i każdego dnia przechodziła obok kamienia. Kamień stał się podstawą dla krzyża, który został poświęcony przez okolicznego proboszcza. Swojego czasu odbywały się przy nim nabożeństwa majowe. Jednak, czy to do końca odczarowało to miejsce? Czy duch babki Krupy zaznał spokoju i już nie błąka się po okolicznych polach? Legenda została zapomniana, nikt już nie odczuwa lęku przechodząc obok krzyża. Jednak kamień nie został usunięty, tkwi tam nadal, mimo deszczu, mrozu, palącego słońca... Ale czy jego tajemnica została rozwiązana? Można to sprawdzić samemu wybierając się tam letnią nocą, gdy lipy już przekwitną a zboża zaczną się złocić...

 

Legendę spisała: Magdalena Mojżuk